
Enric Mas jest o krok od wygrania Vuelta a España 2026. Sobotni, dwudziesty etap wyścigu - uznawany za jeden z najtrudniejszych w tej edycji - nie przyniósł dramatycznego przełomu, jakiego desperacko potrzebował Primož Roglič. Słoweniec nie zdołał naruszyć przewagi Hiszpana i wszystko wskazuje na to, że jutrzejszy finał w Granadzie będzie już tylko formalnością.
Etap z La Calahorra do Collado del Alguacil liczył 186,8 km i oferował niemal 5000 metrów przewyższenia. W trasę wpisano podwójne wjazdy na ośmiokilometrowe podejście o średnim nachyleniu 8 procent, a finałowa wspinaczka prowadziła drogą, która nigdy wcześniej nie gościła profesjonalnych kolarzy. To był etap stworzony po to, by wywołać chaos i rozbić peleton na strzępy - i dokładnie tak się stało. Sierra Nevada jako gospodarz całodniowej górskiej batalii nie zawiodła tych oczekiwań. Organizatorzy dostali widowisko, o jakie prosili.
Roglič startował do sobotniej rywalizacji ze stratą 1:37 do Masa. To dużo, ale teoretycznie możliwe do nadrobienia na tak wymagającym terenie. W praktyce jednak Słoweniec nie był w swoim najlepszym stanie formy, co widać było już dzień wcześniej. Na finałowych dwóch kilometrach do Peñas Blancas próbował zgubić rywala, ale Mas odpowiedział bez większych problemów. Tamta próba okazała się ostatnią realną szansą na zmianę układu sił w klasyfikacji generalnej - i nie przyniosła efektu.
W sobotę potrzebny był rajd, atak z daleka i zdecydowane działanie w chaotycznych warunkach górskich. Ekipa Red Bull-Bora-Hansgrohe stanęła na wysokości zadania i solidnie pracowała dla swojego lidera przez cały dzień. Jednak gdy przyszło do decydującego momentu na finalnym podejściu, Roglič nie miał już czym zaatakować. Kiedy ostatni z pomocników Masa, Pablo Castillo, zjechał z czoła wyścigu, a Felix Gall z ekipy Decathlon CMA CGM ruszył do ataku, za Austriakiem pojechał wyłącznie Mas w czerwonej koszulce lidera. Roglič nie był w stanie dołączyć do tej walki - musiał się tylko przyglądać, jak koszulka lidera oddala się po raz ostatni.
Na mecie Collado del Alguacil Roglič stracił do Galla minutę, ale zdołał utrzymać drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. Cena była jednak wysoka - strata do Masa wzrosła i według stanu po tym etapie Słoweniec ma zamknąć jutrzejszy finał w Granadzie z deficytem 2:15 do lidera.
Dla czterokrotnego zwycięzcy Vuelta a España to gorzka pigułka. Roglič zna smak triumfu w tym wyścigu jak mało kto, a czerwona koszulka w finale hiszpańskiego grande tour była na jego barkach częściej niż u kogokolwiek innego w ostatnich latach. Tym razem nie ma już matematyki, która pozwoliłaby mu sięgnąć po kolejny tytuł. Odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się stało, jest jednak prosta - po ludzku: tego dnia Słoweniec po prostu nie miał w nogach tego, czego wymagała sytuacja.
Warto jednak pamiętać o okolicznościach, w jakich Roglič przystępował do tej Vuelta. 31 lipca podczas treningu potrącił go samochód. Wypadek zmusił go do rezygnacji z większości zaplanowanego przygotowania do wyścigu. Biorąc pod uwagę tak poważne zakłócenie w przygotowaniach, drugie miejsce w klasyfikacji generalnej po dwudziestu etapach to wynik, który trudno uznać za porażkę - to raczej dowód na klasę zawodnika, który potrafi rywalizować na najwyższym poziomie nawet w nieidealnych okolicznościach.
Po stronie Masa i Movistaru same powody do zadowolenia. Ekipa zagrała taktycznie czysto przez cały dzień, a Castillo wykonał robotę pomocnika wzorowo, prowadząc swojego lidera w czołówce tak długo, jak było to możliwe. Mas nie musiał ryzykować, bo sytuacja tego nie wymagała - miał przewagę i zarządzał nią spokojnie. Gdy Gall zaatakował, Hiszpan odpowiedział pewnie i bez zbędnego pośpiechu, eliminując jakiekolwiek wątpliwości co do tego, kto jest lepszym zawodnikiem w tej Vuelta.
Projektanci tras wielkich tourów muszą liczyć się z tym, że nawet najtrudniejszy profil nie gwarantuje widowiskowego wyścigu. Sobota była jednak przykładem, że czasem jedno i drugie idzie w parze. Blisko 5000 metrów łącznego przewyższenia, podwójne wjazdy na wymagające podejście i droga debiutująca w profesjonalnym peletonie złożyły się na etap, który przez cały dzień trzymał w napięciu. Chaos, na który liczyli organizatorzy, faktycznie nadszedł - i to właśnie on ostatecznie rozstrzygnął, kto wjedzie do Granady w czerwonej koszulce.
Roglič nie zdołał wykorzystać tej szansy - ale Mas ani przez chwilę nie dał mu ku temu powodów. Jutrzejszy finał w Granadzie pozostaje już tylko ceremonialnym domknięciem wyścigu, który Hiszpan i jego ekipa wygrali z klasą na najtrudniejszych górskich odcinkach.
Artykuł opracowany przez redakcję Kadencja na podstawie faktów.
0 comments
Bądź na bieżąco z peletonem
Najważniejsze newsy, testy i trasy raz w tygodniu. Zero spamu.











