
Zwycięstwo na Le Lioran w minionym tygodniu było czymś więcej niż tylko etapowym sukcesem. Tadej Pogačar systematycznie rozlicza się z każdą bolesną kartą swojej historii na Tour de France - i robi to z rozmachem.
Dwa lata temu na tym samym podjeździe Słoweniec doznał podwójnego upokorzenia. Zaatakował, został złapany, a potem jeszcze przegrał sprint z Jonasem Vingegaardem. Dwie skrajne rzadkości jak na zawodnika jego klasy, które może i nie zaszkodziły jego pozycji w klasyfikacji generalnej, ale musiały boleć.
Nie jest więc przypadkiem, że Pogačar tak bardzo parł do wygranej właśnie tutaj - mimo ponad trzyminutowej przewagi w generalce i mimo że etap przez Masyw Centralny stwarzał wystarczająco dużo problemów logistycznych dla lidera, by trzymać się z tyłu i nie ryzykować. Oficjalnie pytany o rewanż zbywał temat wzruszeniem ramion. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że gdzieś w tle działa w nim coś więcej niż tylko zimna kalkulacja - chęć zamieniania dawnych porażek w dowody własnej wyższości.
Ten „tour rewanżu" tak naprawdę zaczął się rok wcześniej. Podczas zeszłorocznego Tour de France Pogačar stanął twarzą w twarz z miejscami dwóch największych klęsk swojej kariery - finiszem na Hautacam i Col de la Loze, gdzie Vingegaard po prostu go rozjechał. Do tego pojawił się Mont Ventoux, góra szczególna, bo to właśnie tam Duńczyk po raz pierwszy w historii odjechał wówczas liderowi wyścigu.
Ventoux, rok 2021. Vingegaard był wtedy niemal anonimowym pomocnikiem Primože Rogliča. Nikt specjalnie się nim nie przejmował - aż do momentu, gdy na jednym z najbardziej legendarnych podjazdów Tour de France zdołał chwilowo odskoczyć od kolarza w żółtej koszulce. Na resztę tamtego wyścigu zniknął w cieniu, ale wszyscy wiemy, co wydarzyło się później.
Hautacam, 2022. Pogačar był już wtedy po druzgocącej lekcji pokory na Col du Granon, gdzie Vingegaard rozkleił całą jego przewagę. Na Hautacam doszło do kolejnego ciosu - Słoweniec nie zdołał utrzymać koła nie tylko za pomocnikiem Vingegaarda, ale też za Woutem van Aertem, który jechał wówczas po zieloną koszulkę lidera klasyfikacji punktowej. Trudno o bardziej dotkliwy symbol bezsilności.
Teraz po jednym kolejnym triumfie lista niedokończonych rachunków jest krótsza. Jednak jeden demon wciąż pozostaje niepokonany - i jest to akurat ten największy.
Artykuł opracowany przez redakcję Kadencja na podstawie faktów.
Najważniejsze newsy, testy i trasy raz w tygodniu. Zero spamu.
Sklep Kadencja.com
Trwa zatowarowywanie sklepu. Szykujemy dla Was świetną selekcję sprzętu i integrujemy się z najlepszymi dostawcami topowych marek. Już wkrótce wrócimy z ofertą dopasowaną do kolarzy, którzy oczekują jakości, sprawdzonego wyboru i sprawnej obsługi.