
Adam Yates (UAE Team Emirates-XRG) przeżył na trasie 17. etapu Tour de France prawdziwe piekło. Kluczowy domestik Tadeja Pogačara zmagał się z problemami żołądkowymi i przez długie kilometry balansował na granicy czasowej eliminacji z wyścigu.
Brytyjczyk odpuścił już przy płaskiej nawierzchni, około 80 kilometrów przed metą. Nie było mowy o żadnym kraksie - Yates po prostu nie był w stanie utrzymać tempa grupy. Jak wyjaśnił później sam Pogačar, jego pomocnik chorował już w środę, ale tego dnia czuł się nieco lepiej niż dzień wcześniej. Problem w tym, że jazda przez chorobę na czwartkowej jeździe na czas (16. etap) dała mu mocno w kość.
Gdy tylko Yates zaczął tracić kontakt z peletonem, strata rosła w zastraszającym tempie - etap był bardzo szybki i nikt z przodu nie zwalniał. Na 20 kilometrów przed metą Brytyjczyk jechał już ponad 16 minut za czołówką, a limit czasu niebezpiecznie się kurczył wraz z każdym kilometrem.
Na pomoc przybył kolega z drużyny Tim Wellens, który wycofał się z peletonu, by pomóc Yatesowi dobrnąć do mety. Były jednak momenty, gdy nawet ten gest był mało skuteczny - Yates miał problemy, żeby utrzymać koło za Belgiem. Mimo to obecność Wellensa była wyraźną pomocą.
Ostatecznie Yates dojechał do mety ze stratą 26 minut i 36 sekund do zwycięzcy etapu Jaspera Philippsena (Alpecin-Premier Tech) i około 18 minut do głównej części peletonu. Limit czasu na tym etapie wynosił 39 minut i 49 sekund - Yates zmieścił się w nim z pewnym, choć niezbyt komfortowym marginesem.
„Czuł się lepiej niż wczoraj, ale zapłacił za to, że poprzedni etap, jazdę na czas, jechał przez chorobę.”
- Tadej Pogačar
Artykuł opracowany przez redakcję Kadencja na podstawie faktów.
Najważniejsze newsy, testy i trasy raz w tygodniu. Zero spamu.
Sklep Kadencja.com
Trwa zatowarowywanie sklepu. Szykujemy dla Was świetną selekcję sprzętu i integrujemy się z najlepszymi dostawcami topowych marek. Już wkrótce wrócimy z ofertą dopasowaną do kolarzy, którzy oczekują jakości, sprawdzonego wyboru i sprawnej obsługi.