W omawianej niejednokrotnie na łamach naszego portalu dyskusji o dyskwalifikacji Loreny Wiebes dotychczas brakowało jeszcze jednego spojrzenia na cały temat – oczami samej zawodniczki. Holenderka z Team SD Worx – Protime wypowiedziała się o

W omawianej niejednokrotnie na łamach naszego portalu dyskusji o dyskwalifikacji Loreny Wiebes dotychczas brakowało jeszcze jednego spojrzenia na cały temat – oczami samej zawodniczki. Holenderka z Team SD Worx – Protime wypowiedziała się o sytuacji z za lekkim rowerem w podcaście La Koers.
W sobotę 30 maja Lorena Wiebes jako 1. przecięła linię mety premierowego odcinka Giro d’Italia Women, w efekcie czego to właśnie mistrzyni Holandii zdobyła historyczną dla siebie różową koszulkę liderki klasyfikacji generalnej. Wielka radość 27-latki szybko została jednak zastąpiona przez rozgoryczenie, albowiem komisja sędziowska zdyskwalifikowała zawodniczkę Team SD Worx – Protime, a przyczyną takiej decyzji był nieprzepisowo lekki rower wykorzystany na trasie 1. etapu przez kolarkę mającą w swoim dorobku 126 zawodowych zwycięstw. Decyzję jury błyskawicznie oprotestowała holenderska drużyna, ale z czasem jej oświadczenie nie zestarzało się najlepiej – okazało się bowiem, że przedstawione w nim fakty nie do końca pokrywały się z prawdą, a zatajonymi kwestiami było m.in. to, że jednak nieco zmodyfikowano rower w stosunku do standardowego, jaki wykorzystywała Lorena Wiebes, a także pomiar wykazujący 21 gramów poniżej limitu nie był jedynym – drugi wykazał brak aż 70 gramów do przepisowego poziomu 6,8 kg. Różnica w pomiarach była tym, co najmocniej irytuje niedoszłą zwyciężczynię 1. etapu Giro d’Italia Women.
Wróciłam do treningów. Z powodu frustracji pobiłam nawet kilka rekordów. Wciąż w mojej głowie siedzi to, co zaszło. Na początku czułam głównie smutek. Później pojawiła się złość z powodu tego, dlaczego sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej. Wieczór i 2. dzień po dyskwalifikacji były bardzo trudne. Najbardziej boli mnie, że te 2 pomiary różniły się. Gdyby waga zawsze była taka sama, łatwiej byłoby mi to zaakceptować. Można było mieć wątpliwości co do sprzętu, ale te wahania pozostawiają niepewność, czy na pewno była w tym wina po naszej stronie. Ważenie UCI najbardziej mnie zirytowało. Jeździłam już wcześniej na pojedynczej tarczy i wiem, że mój rower na Sanremo Women również był ważony z taką samą konfiguracją. Zresztą jako kolarka, nie myślę o takich rzeczach. Nie szukam limitów, lepiej być jak najbardziej aerodynamiczny niż jak najlżejszym w przypadku sprintu. To nie moją rolą jest zatem dbać o takie rzeczy i niesprawiedliwe jest, że to kolarka zostaje ukarana. Zwłaszcza na płaskim etapie. Oczywiście, nie ważysz własnego roweru i nie sądzisz, że coś takiego mogłoby się wydarzyć. Gdybym nie pojechała sprintu zgodnie z przepisami, mogłabym żyć z myślą, że to twoja wina. Teraz jednak nie czuję się winna
Jeśli wierzyć słowom mistrzyni Holandii, to najprawdopodobniej cała sprawa rozbiła się o właściwą kalibrację wag. Niestety zapewne nigdy nie dowiemy się, czy to te wykorzystywane przez Team SD Worx – Protime, czy też jednak te posiadane przez jury z ramienia UCI wykazywały nieco zafałszowane wartości. Warto bowiem pamiętać, że nie żyjemy w idealnym środowisku, a każde tego typu urządzenie zawsze posiada pewną niepewność pomiarową zarówno wynikającą z dokładności jego wykonania, jak i warunków, w jakich przeprowadzany jest pomiar. W przypadku Holenderki oba oficjalne ważenia wykazały wartość poniżej dopuszczalnego 6,8 kg, a zatem sędziowie podjęli decyzję zgodą z obowiązującymi przepisami. Czy jednak te są na pewno właściwe? Tu Lorena Wiebes ma swoje zdanie, którym postanowiła się podzielić z fanami.
Chciałabym, aby UCI ponownie przyjrzała się przepisom. Czy kolarz naprawdę musi być tak surowo karany, jeśli z rowerem jest coś nie tak, nad czym jako kolarz nie masz kontroli? Kara jest zbyt surowa. To jednak trudne – góralom może się przydać lekki rower i złagodzenie przepisów mogłoby tworzyć pole do nadużyć. Z drugiej strony, myślę, że można w skrajnej sytuacji przecież doliczać minuty komuś, nawet jeśli rower jest były o te 20 gramów lżejszy niż w przepisach? To trudny temat do rozmowy, ale warto ją podjąć. Wydaje mi się bowiem niesprawiedliwe, że obecnie zawodnik może wypaść z wyścigu za coś, za co nie odpowiada. Może za 1. razem to powinna być żółta kartka, relegacja, kara czasowa czy kara finansowa dla drużyny? Jeśli masz rower, który jest za lekki po raz drugi, możesz zostać zdyskwalifikowany z wyścigu. To wydaje mi się bardziej logiczne. Najważniejsze dla mnie jest jednak to, aby nie było już żadnych wahań w pomiarach. UCI absolutnie musi się tym zająć. Pomijam już fakt, że końcówki są czasami niebezpieczne dla życia, a wygląda na to, że ich to nie interesuje. Znów zajmujemy się drobnostkami nie mającymi nic wspólnego z bezpieczeństwem, więc wydaje mi się, że UCI ma źle ustanowione priorytety
Holenderka powróci do ścigania na najwyższym poziomie już niedługo – w sobotę 13 czerwca zobaczymy ją na starcie 2. edycji Copenhagen Sprint, czyli rozgrywanego na terenie stolicy Danii wyścigu będącego częścią cyklu UCI Women’s World Tour, a którego trasa ułożona jest tak, by o zwycięstwo powalczyły najszybsze kolarki w stawce. Bez wątpienia zawodniczka Team SD Worx – Protime będzie tam główną faworytką do końcowego triumfu, który byłby dla niej cennym przełamaniem po trudniejszych chwilach związanych z dyskwalifikacją z Giro d’Italia Women.