Kadencja używa cookies i własnej analityki, aby mierzyć odwiedziny, źródła ruchu, urządzenia, czas na stronie oraz adres IP. Dzięki temu możemy rozwijać treści, sklep i funkcje portalu w oparciu o realne dane.
Dane są zapisywane w naszej analityce first-party. Możesz odblokować stronę tylko z niezbędnymi cookies albo zaakceptować pełny pomiar analityczny.

Jonas Vingegaard uniknął katastrofy na piątym etapie Tour de France. Duńczyk wpadł w stłuczkę tuż za linią 5 km od mety, skończył wyścig na cudzym rowerze, a jego ekipa Visma-Lease a Bike desperackim pościgiem zapewniła mu ten sam czas co Tadejowi Pogačarowi.
Kraksa wydarzyła się w najgorszym możliwym miejscu - chwilę po opuszczeniu tzw. strefy bezpieczeństwa, czyli pięciokilometrowego odcinka, w którym kolarze klasyfikacji generalnej są zabezpieczeni przed stratą czasu wskutek upadku. Kilku zawodników Soudal-QuickStep i Caja Rural wylądowało na asfalcie, a pechowo w całym zamieszaniu znalazł się też lider Vismy.
Po upadku Vingegaard przesiadł się natychmiast na rower kolegi, Victora Campenaertsa, a reszta drużyny ruszyła do przodu, ciągnąc go w kierunku mety ile sił w nogach. Campenaerts musiał z kolei czekać na samochód techniczny i do mety stracił aż 4 minuty i 50 sekund.
„Usłyszeliśmy, że Jonas też jest zamieszany w ten wypadek. Od razu dostał rower od Victora, chłopcy mocno za nim ciągnęli i ostatecznie, jak widać, wszyscy finiszowali w tym samym czasie." - Marc Reef, dyrektor sportowy Visma-Lease a Bike”
Wynik końcowy potwierdza, że akcja ekipy była skuteczna. Vingegaard zajął 53. miejsce na etapie, ale traci do zwycięzcy Olava Kooija dokładnie tyle samo, co Pogačar i wszyscy główni kandydaci do końcowego zwycięstwa - 14 sekund. Mimo że między oboma zawodnikami były 32 pozycje, sędziowie przyznali im identyczny czas, bo pole między nimi zapełniali inni kolarze.
„Wszędzie byli kolarze, nie było przerw trzech sekund. Między Pogačarem a Jonasem było z dziesięć sekund, ale z zawodnikami pomiędzy. Dlatego wszyscy dostali ten sam czas.”
- Marc Reef
Dyrektor sportowy Vismy przyznał też, że drużyna wiedziała wcześniej o niebezpiecznym zakręcie z chodnikiem po prawej stronie. Podejście do finiszu było zaplanowane, wszyscy jechali razem - jednak chaos końcowego sprintu zrobił swoje.
Zdjęcia z mety przyniosły ulgę kibicom Vingegaarda - Duńczyk nie odniósł poważnych obrażeń, ledwo widać na nim ślady upadku. To ważna wiadomość przed czwartkowym etapem, który poprowadzi przez Col d'Aspin i kultowy Col du Tourmalet - pierwszą poważną sprawdzian w górach tegorocznego Tour de France.
Artykuł opracowany przez redakcję Kadencja na podstawie faktów.
Najważniejsze newsy, testy i trasy raz w tygodniu. Zero spamu.
Sklep Kadencja.com
Trwa zatowarowywanie sklepu. Szykujemy dla Was świetną selekcję sprzętu i integrujemy się z najlepszymi dostawcami topowych marek. Już wkrótce wrócimy z ofertą dopasowaną do kolarzy, którzy oczekują jakości, sprawdzonego wyboru i sprawnej obsługi.