
Gdy w niedzielę na starcie elitarnego wyścigu ze startu wspólnego na mistrzostwach świata staną Remco Evenepoel, Mathieu van der Poel i Isaac del Toro, wśród nich znajdzie się ktoś zupełnie wyjątkowy - Vladimír Kováčik, 28-letni masażysta słowackiej kadry narodowej. To nie żart ani pomyłka organizatorów. To efekt serii pechowych zdarzeń, które postawiły słowacką federację pod ścianą i zmusiły ją do sięgnięcia po rozwiązanie bez precedensu.
Słowacja miała wystawić czteroosobową drużynę, do czego uprawniał ją ranking UCI. Tak się jednak nie stało. Lukáš Kubiš z ekipy Unibet Rose Rockets, Martin Svrček z Soudal Quick-Step i Matthias Schwarzbacher z EF Education-EasyPost - wszyscy trzej wycofali się w ostatniej chwili. Podobnie zakończyła się historia jedynej nominowanej zawodniczki do wyścigu kobiet, Nory Jenčušovej, która przedwcześnie zakończyła sezon z powodu kontuzji i problemów zdrowotnych.
„Jedyna nominowana zawodniczka w wyścigu kobiet, Nora Jenčušová, musiała przedwcześnie zakończyć sezon z powodu kontuzji i niekorzystnego stanu zdrowia. Podobnie jedyni mężczyźni z odpowiednimi nominacjami - Lukáš Kubiš, Matthias Schwarzbacher i Martin Svrček - musieli odwołać swój udział w ostatniej chwili.”
- słowacka federacja kolarska (wpis na Instagramie)
Problem polegał na tym, że okno rejestracyjne zamknęło się już 11 września. Późne rezygnacje sprawiły, że federacja nie zdążyła zgłosić żadnego zastępcy. Regulamin UCI nie przewidywał wyjątków, a mistrzostw świata nie można było po prostu zbagatelizować i odpuścić - w grę wchodziły poważne konsekwencje dla całego słowackiego kolarstwa.
Gdyby Słowacja nie wystawiła ani jednego zawodnika, jej mistrzostwa krajowe mogłyby spaść do kategorii B w 2027 roku. Oznaczałoby to mniejszą liczbę punktów UCI do zdobycia na rodzimych imprezach, co przełożyłoby się bezpośrednio na ranking i możliwości startowe słowackich kolarzy w przyszłości. Było to więc nie tylko kwestia prestiżu, ale i praktycznych interesów całego środowiska kolarskiego w kraju. Regulaminowe przepisy UCI sprawiają, że nieobecność na imprezie tej rangi może mieć długofalowe skutki - i to właśnie ta perspektywa zmusiła federację do działania.
Federacja szukała wyjścia awaryjnego. Nie można było skorzystać z kolarzy kategorii U23, ponieważ - jak tłumaczy wpis na Instagramie federacji - włączenie ich do elity pozbawiłoby ich prawa startu we własnej kategorii wiekowej. Rozwiązanie okazało się jedno: wysłać kogoś, kto już był na miejscu w Kanadzie i spełniał warunki dopuszczenia do startu. Tym kimś okazał się Kováčik.
„Ze względu na późne odwołania nie było już możliwości odpowiedniego uzupełnienia nominacji. Biorąc pod uwagę przepisy UCI oraz fakt, że mistrzostwa świata odbywają się w Kanadzie, sytuację można było rozwiązać jedynie przez członka słowackiej ekipy, który był już na miejscu i spełniał warunki startu. Jednocześnie nie ma możliwości włączenia zawodników U23 do elitarnej kategorii, ponieważ mogliby oni stracić szansę na start w swojej kategorii wiekowej.”
- słowacka federacja kolarska (wpis na Instagramie)
Kováčik kolarstwo zna od środka - tyle że raczej od strony stołu do masażu niż siodełka. Według danych serwisu ProCyclingStats ostatni raz ścigał się w 2017 roku, czyli niemal dekadę temu. Wówczas zajął 32. miejsce w słowackich mistrzostwach kraju w jeździe indywidualnej na czas. Rok wcześniej startował w juniorskim Paryż-Roubaix, choć wyścigu nie ukończył. Od tamtej pory jego kariera zawodnicza formalnie się urwała, a on sam związał się z kadrą jako pracownik obsługi.
Warto przypomnieć, że to właśnie mniej więcej dekadę temu Słowacja przeżywała swoje kolarskie złote czasy. Peter Sagan zdobył trzy kolejne tytuły mistrza świata w wyścigu ze startu wspólnego - to do dziś największy sukces słowackiego kolarstwa w historii. Po jego odejściu z czołówki krajowe kolarstwo nie zamarło - Kubiš, Svrček i Schwarzbacher to zawodnicy z zawodowych ekip WorldTeam i ProTeam, zdolni do walki na wysokim poziomie. Tym bardziej zaskakuje, że żaden z nich nie zjawi się w niedzielę na starcie w Kanadzie.
Kováčik stanie naprzeciwko najlepszych kolarzy jednodniowych na świecie w wyścigu należącym do najtrudniejszych imprez w całym kalendarzu. Jego zadaniem nie będzie jednak walka o medale - liczy się samo ukończenie wyścigu bądź choćby formalne uczestnictwo, które ochroni słowackie kolarstwo przed poważnymi konsekwencjami regulaminowymi. Jego start będzie więc pełnił zupełnie inną funkcję niż starty pozostałych uczestników - to akt administracyjnej konieczności, a nie sportowej ambicji. W tym kontekście pojawienie się masażysty na liście startowej obok Evenepoela i van der Poela, choć brzmi jak scenariusz do komedii, ma jak najbardziej realne i poważne uzasadnienie.
Artykuł opracowany przez redakcję Kadencja na podstawie faktów.
0 komentarzy
Bądź na bieżąco z peletonem
Najważniejsze newsy, testy i trasy raz w tygodniu. Zero spamu.










