
Tadej Pogačar przeżył niemały stres na 6. etapie Vuelta a España. Lider wyścigu zjechał z drogi na technicznym zjeździe po finałowej wspinaczce po szutrze, ale zdołał utrzymać rower i ostatecznie wygrał etap po sprincie z Enrikiem Masem.
Przed tym incydentem wszystko wskazywało na kolejny pokaz siły słoweńskiego mistrza świata. Pogačar zaatakował na ostatnim podjeździe, który w dużej mierze prowadził po gruntowej nawierzchni, i wyglądało to jak zapowiedź kolejnego solowego triumfu. Niespodziewanie jednak Enric Mas (Movistar) dogonił go w imponującym stylu, a na szczycie przełęczy to Hiszpan był pierwszy i zaczął prowadzić grupkę na zjazd.
Na wąskiej, wyboistej drodze zjazdowej Mas machał ręką do Pogačara, dając mu znak, żeby zwolnił i ostrożniej podchodził do zakrętów. Lider wyścigu szybko jednak odwdzięczył się: na jednym z łuków, który Mas pokonywał wyjątkowo zachowawczo, Pogačar wcisnął się od wewnątrz i przejął prowadzenie.
Radość trwała jednak tylko chwilę. Po kilku kolejnych zakrętach mistrz świata źle ocenił jeden z nich i wylądował poza jezdnią - w zarośniętym, trawiastym terenie. Na szczęście zdołał utrzymać rower w pionie i po chwili wrócił na drogę bez widocznych obrażeń.
Od tego momentu obaj kolarze jechali razem aż do mety. Tam Pogačar okazał się szybszy w sprincie i sięgnął po trzecie zwycięstwo etapowe na tej Vuelcie, jeszcze bardziej powiększając przewagę w klasyfikacji generalnej. Przed tym etapem miał już i tak komfortową zaliczkę nad rywalami.
Artykuł opracowany przez redakcję Kadencja na podstawie faktów.
Najważniejsze newsy, testy i trasy raz w tygodniu. Zero spamu.
Sklep Kadencja.com
Trwa zatowarowywanie sklepu. Szykujemy dla Was świetną selekcję sprzętu i integrujemy się z najlepszymi dostawcami topowych marek. Już wkrótce wrócimy z ofertą dopasowaną do kolarzy, którzy oczekują jakości, sprawdzonego wyboru i sprawnej obsługi.