To wersja beta portalu. Intensywnie pracujemy nad pełną funkcjonalnością oraz zatowarowaniem sklepu najlepszymi produktami marek premium.
Planowany start pełnej wersji serwisu 1 września 2026.
Lombardia bez Pogačara - powrót nieprzewidywalności w ostatnim monumencie sezonu
Zdjęcie ilustracyjne · Pexels

Lombardia bez Pogačara - powrót nieprzewidywalności w ostatnim monumencie sezonu

K
Redakcja Kadencja
9 października 2026 3 min czytania

Kiedy Tadej Pogačar nie staje na starcie wyścigu, który uczynił swoją osobistą domeną, w kolarstwie dzieje się coś rzadkiego: otwiera się przestrzeń dla prawdziwej, nieprzewidywalnej rywalizacji. Tak właśnie wygląda sytuacja przed sobotnim Il Lombardia 2026 - ostatnim z pięciu monumentów w tym sezonie.

Żeby zrozumieć, jak bardzo ta nieobecność zmienia układ sił, warto spojrzeć na liczby z ostatnich czterech lat. Od momentu gdy Pogačar wygrał swój pierwszy monument - Liège-Bastogne-Liège w 2023 roku - rozegrano 25 wyścigów tej rangi. Spośród nich aż 19 triumfów przypadło wyłącznie jemu lub Mathieu van der Poelowi. Łącznie zwycięzców było siedmiu, a pięciu pozostałych to: Remco Evenepoel (dwukrotnie), Wout van Aert, Matej Mohorič, Jasper Philipsen i Dylan van Baarle. To nie przypadkowi ludzie - każdy z nich należy do ścisłej światowej czołówki - ale skala dominacji tych dwóch zawodników jest historycznie wyjątkowa we współczesnym kolarstwie jednodniowym.

Dla porównania: w 25 monumentach poprzedzających pierwsze zwycięstwo Pogačara w Liège było aż 22 różnych zwycięzców. Powtarzali się tylko Jakob Fuglsang, Vincenzo Nibali i Philippe Gilbert. Tamta epoka, dziś wspominana jako bardziej zróżnicowana, w rzeczywistości była normą, a nie wyjątkiem. Duopol Pogačara i van der Poela to zjawisko bez precedensu we współczesnym kolarstwie jednodniowym, które sprawiło, że wiele wyścigów stało się z góry możliwych do przewidzenia.

Monumenty - wyścigi liczące ponad 230 kilometrów, z trudnymi trasami i wielogodzinnym wysiłkiem - z natury faworyzują najlepszych zawodników. To imprezy, w których przewaga klasy jest szczególnie widoczna, a wszelkie słabości zostają bezlitośnie obnażone przez dystans i ukształtowanie trasy. Mimo to nawet w tak wymagającym formacie dominacja na taką skalę jest rzadkością. Dlatego sobotni start w Lombardii bez Słoweńca w peletonie zapowiada się jak otwarcie zupełnie innej księgi.

Przedsmak tego, co może się wydarzyć bez Pogačara w stawce, dały już tegoroczne mistrzostwa świata w wyścigu ze startu wspólnego mężczyzn. Brak Słoweńca przyniósł nieprzewidywalny wynik i chaotyczną pod względem taktycznym rywalizację, która przypomniała kibicom kolarstwo sprzed epoki słoweńskiej supremacji. Lombardia może pójść dokładnie tą samą drogą.

Il Lombardia to wyścig szczególnie bliski Pogačarowi. Tak jak Mediolan-San Remo był domeną Eddy'ego Merckxa, a Paryż-Roubaix należał do Rogera De Vlamincka, tak Lombardia była prywatnym polem Fausta Coppiego - i tak też Pogačar wybrał właśnie ten wyścig na swoje trofeum numer jeden. W zeszłym roku dosłownie rozbił stawkę i wygrał po raz piąty, wyrównując rekord Coppiego. Kolejne zwycięstwo uczyniłoby go samotnym rekordzistą i pozwoliło wyprzedzić legendę włoskiego kolarstwa.

Brak szóstego triumfu - i tym samym brak pobicia rekordu legendarnego Włocha - byłby jedną z największych niespodzianek sezonu, bez względu na to, kto stałby na liście startowej. Tymczasem w tym roku Pogačara w ogóle nie ma w stawce, co oznacza, że rekord Coppiego pozostanie nienaruszony przynajmniej do następnego roku. To samo w sobie jest wydarzeniem wartym odnotowania - pięciokrotny zwycięzca nie staje do obrony tytułu i nie może sięgnąć po historyczne szóste zwycięstwo.

Monumenty rządzą się własnymi prawami. Długie, wyczerpujące trasy sprawiają, że zawodnicy muszą mądrze rozłożyć siły, a taktyka odgrywa równie ważną rolę co czysta forma. Kiedy z peletonu znika jeden dominujący faworyt, nikt nie może po prostu siedzieć i czekać - każdy musi podjąć własne decyzje. To właśnie sytuacja, w której wyścig może się otworzyć na kilku różnych pretendentów jednocześnie.

W tych okolicznościach sobotni wyścig staje się najciekawszym i najtrudniejszym do przewidzenia monumentem od wielu sezonów. Tradycyjny jesienny klimat Lombardii - długie podjazdy i wymagające zjazdy charakteryzujące tę włoską klasykę - sprzyja specjalistom od wyścigów jednodniowych, którzy przez ostatnie cztery lata musieli zadowalać się walką o miejsca za plecami Pogačara lub van der Poela. Kto stanie na podium bez faworyta numer jeden? Odpowiedź poznamy w sobotę.

Artykuł opracowany przez redakcję Kadencja na podstawie faktów.

Tematy:Wyścigi

0 komentarzy

…

Bądź na bieżąco z peletonem

Najważniejsze newsy, testy i trasy raz w tygodniu. Zero spamu.