To wersja beta portalu. Intensywnie pracujemy nad pełną funkcjonalnością oraz zatowarowaniem sklepu najlepszymi produktami marek premium.
Planowany start pełnej wersji serwisu 1 września 2026.
Piganzoli atakuje na zjeździe i wygrywa Giro dell'Emilia solo
Zdjęcie ilustracyjne · Pexels

Piganzoli atakuje na zjeździe i wygrywa Giro dell'Emilia solo

K
Redakcja Kadencja
3 października 2026 5 min czytania

Davide Piganzoli z ekipy Visma-Lease a Bike wygrał w sobotę 109. edycję Giro dell'Emilia, jednego z najbardziej wymagających jednodniowych wyścigów włoskiego kalendarza. 24-letni Włoch zaatakował na zjeździe przed ostatnim wjazdem na słynną San Luca i dojechał do mety samotnie, dopisując do swojego konta szóste zwycięstwo w karierze.

Drugie miejsce, ze stratą zaledwie trzech sekund, zajął Tom Pidcock startujący w barwach Q36.5. Podium uzupełnił Oscar Onley z ekipy Netcompany-Ineos.

Wyścig liczył 197,9 km i startował w Ferrarze, a kończył się tradycyjnie na wzgórzu San Luca na obrzeżach Bolonii. To właśnie ta legendarna wspinaczka jest znakiem rozpoznawczym Giro dell'Emilia - w tej edycji peleton pokonał ją aż pięciokrotnie. Cztery z pięciu wjazdów wchodziły w skład dziewięciokilometrowych pętli zamykających wyścig, a każdy kolejny podjazd był okazją do ataków i przetasowań w czołówce. San Luca przyciąga tłumy kibiców, którzy tworzą żywy korytarz wzdłuż całej trasy - emocji w sobotnie popołudnie nie brakowało po żadnej ze stron.

Przez pierwsze 100 km trasa biegła w większości płaskim terenie. Dopiero w drugiej połowie pojawił się pierwszy poważny podjazd - Loiano, liczący 6,6 km przy średnim nachyleniu 5,7%. Bezpośrednio po nim zawodnicy zmierzyli się z Salitą di Via Belvedere: zaledwie 1,8 km, ale ze średnim nachyleniem przekraczającym 9,2%. To właśnie ten odcinek okazał się przełomowy dla losów ucieczki, a potem kluczowy przy kształtowaniu się czołówki finałowej.

Na początku wyścigu do ucieczki oderwało się ośmiu kolarzy: Amanuel Ghebreigzabhier (Lidl-Trek), Ådne Holter (UNO-X Mobility), Manuele Tarozzi (Bardiani-CSF 7Saber), Diego Pablo Sevilla (Polti-Visit Malta), Ben Granger i Tommaso Nencini (obaj z Solution Tech Nippo Rali) oraz Andrii Ponomar i Kevin Mezzo Rosola z ekipy General Store-Essegibi-F.Lli Curia. Uciekinierzy przez długi czas utrzymywali przewagę oscylującą wokół dwóch minut - peleton pilnował, by nie oddalili się za bardzo. Po przekroczeniu półmetka ich przewaga wynosiła 2:20, ale w miarę zbliżania się do Loiano zaczęła wyraźnie topnieć.

Na Salicie di Via Belvedere, przy nachyleniu przekraczającym 9%, ucieczka zaczęła się rozpadać. Peleton nadjechał błyskawicznie i przy pierwszym wjeździe na San Luca liderzy mieli już mniej niż 20 sekund przewagi. Zostali wchłonięci przez główną stawkę jeszcze przed szczytem - zanim zjechali z historycznego wzgórza, wyścig był z powrotem razem.

Kolejne wjazdy przynosiły coraz bardziej dramatyczną rywalizację. Po chwilowym spokoju na szczycie San Luca akcja wybuchła ponownie - sześcioosobowa grupa odjechała przez linię mety, ale nigdy nie zdołała zbudować poważnej przewagi nad peletonem. Po drugim wjeździe na wzgórze ze zbiegowiska zostało jedynie trzech kolarzy, choć i oni zostali wkrótce dogonieni przez zmniejszony, lecz wciąż groźny peleton.

Na trzecim podjeździe wyścig eksplodował na dobre. Matteo Jorgenson z Visma-Lease a Bike zaatakował, a na jego ruch błyskawicznie odpowiedział mistrz świata Brandon McNulty z UAE Team Emirates. Na zjeździe stawka częściowo się skleiła, ale UAE Team Emirates miało w wiodącej szesnastce aż trzech zawodników i intensywnie tę przewagę wykorzystywało - Jhonatan Narváez atakował wielokrotnie, nie dając rywalom chwili wytchnienia.

Wyścig toczył się w stanie ciągłego napięcia. Przed czwartym wjazdem na San Luca Jorgenson uderzył ponownie, przerzedzając czołówkę i dojeżdżając do mety w towarzystwie Bena Healyego (EF Education-EasyPost) oraz Onleya. Za nimi desperacko gonił Pidcock, a przyklejony do jego koła jechał Piganzoli.

To właśnie wtedy Brytyjczyk wykonał swoją najważniejszą robotę - na zjeździe zdołał dogonić prowadzącą trójkę i wciągnął razem z sobą Piganzolego. Jednak zanim zdążył pomyśleć o ustawieniu się do finałowego starcia, Włoch wykonał decydujący ruch. Piganzoli odjechał na zjeździe prowadzącym do ostatniego wjazdu na San Luca - czyli w najbardziej niespodziewanym momencie całego dnia. Zamiast czekać na wspinaczkę i rozegrać ją siłą nóg, postanowił wybudować przewagę jeszcze przed jej początkiem, korzystając z technicznego odcinka, na którym mało kto spodziewał się decydującego ataku.

Sytuację Piganzolego ułatwiała obecność jego kolegi z ekipy, Jorgensona, w grupie goniącej. Zawodnicy Visma-Lease a Bike nie mieli żadnego interesu w tym, by forsować tempo pościgu - wręcz przeciwnie, ich obecność skutecznie komplikowała organizację podjazdu. Pogoń była chaotyczna i pozbawiona wyraźnego lidera, a ciężar walki o powrót do Włocha spadł przede wszystkim na Pidcocka. Przy wlocie na ostatni podjazd Piganzoli miał już 15 sekund przewagi - wystarczająco dużo, by przejąć psychologiczną kontrolę nad wyścigiem i spokojnie zarządzać tempem na wspinaczce.

Pidcock walczył zaciekle, ale nie potrafił zamknąć tej luki. Zbliżył się do uciekającego dopiero wtedy, gdy Onley podjął własny atak - jednak do tego momentu było już jasne, że wygrana należy do Piganzolego. Włoch wjechał na San Luca jako samotny lider i tak samo dobrnął do mety. Pidcock dojeżdżał trzy sekundy później, Onley tuż za nim.

Dla Piganzolego to szóste zwycięstwo w zawodowej karierze - i z pewnością jedno z tych, które zapamięta na długo. Giro dell'Emilia to wyścig z ponad stuletnim stażem, a triumf w jego 109. edycji to osiągnięcie, które mówi samo za siebie. Zwycięstwo wywalczone atakiem na zjeździe, a nie klasyczną wspinaczkową siłą, pokazuje wszechstronność młodego Włocha i jego umiejętność czytania wyścigu w kluczowym momencie. Rzadko zdarza się, by zawodnik decydował się na atak właśnie tam, gdzie rywale czują się najbezpieczniej - na technicznym zjeździe przed finałową wspinaczką. Piganzoli odważył się na to i wygrał.

Pidcock z drugim miejscem może być umiarkowanie zadowolony - jechał agresywnie przez całą końcówkę i nie stronił od walki. To on odgrywał rolę lokomotywy w pościgu za Piganzolim, jednak atak Włocha trafił dokładnie w chwilę, gdy Brytyjczyk nie mógł skutecznie odpowiedzieć. Warto zauważyć, że Pidcock samodzielnie doskoczył do trzech wiodących kolarzy na zjeździe z czwartego podjazdu i wciągnął za sobą Piganzolego - jego wkład w finałowe rozstrzygnięcie był więc znaczny, choć ostatecznie to on zapłacił za własną robotę utratą zwycięstwa.

Onley na trzeciej pozycji potwierdza rosnącą wartość młodego Brytyjczyka, który w finale wyścigu należał do ścisłej czołówki. W najtrudniejszej części dnia, gdy kolejne ataki Jorgensona i McNulty'ego przecinały czołówkę na kawałki, Onley trzymał się w grupie liderów i wykazał się zarówno siłą wspinaczkową, jak i umiejętnością odnalezienia się w chaosie zmiennego wyścigu.

Wyniki
Poz.ZawodnikEkipaStrata
1Davide PiganzoliVisma-Lease a Bike-
2Tom PidcockQ36.5+0:03
3Oscar OnleyNetcompany-Ineos-

Artykuł opracowany przez redakcję Kadencja na podstawie faktów.

Tematy:Wyścigi

0 komentarzy

…

Bądź na bieżąco z peletonem

Najważniejsze newsy, testy i trasy raz w tygodniu. Zero spamu.