
Trasa 114. edycji Tour de France została oficjalnie zaprezentowana. Wyścig ruszy ze Szkocji, będzie zawierał aż 71 km jazdy indywidualnej na czas i zapowiada się jako jeden z najtrudniejszych od lat. Obrońca tytułu Tadej Pogačar stanie przed wyzwaniem, jakiego jeszcze w swojej karierze nie miał.
W czwartek dyrektor wyścigu Christian Prudhomme przedstawił trasę podczas uroczystości w paryskim Palais de Congrès. Wybór miejsca startu to jedna z największych niespodzianek - Grand Départ odbędzie się w Edynburgu, stolicy Szkocji. Peleton wyjedzie stamtąd w piątek, 2 lipca 2027 roku. Czeka go 21 etapów i łącznie 3479 km drogi do Paryża.
Kluczową cechą trasy jest liczba kilometrów przeznaczonych na jazdę na czas - 71 km rozłożone na dwa etapy. To najwięcej w Tour de France od 2012 roku, kiedy to właśnie w partiach czasowych wygrał Brytyjczyk Bradley Wiggins. Dla zawodników silnych w tej konkurencji, ale słabszych w górach, to wyraźny sygnał, że o wynik generalny można walczyć różnymi metodami. Jazdy na czas mogą w tym roku znacząco przetasować układ sił w czołówce.
Góry jednak pozostają sercem wyścigu. Pireneje mają odegrać decydującą rolę w ostatnim tygodniu rywalizacji. Najtrudniejszym etapem na papierze jest osiemnasty odcinek trasy, kończący się na Col du Portet. To jeden z tych podjazdów, które weryfikują najlepszych bezlitośnie - długi, stromy i nieustępliwy. Oprócz Pirenejów ważną rolę odegrają też Alpy i Masyw Centralny, więc klasyfikacja generalna będzie kształtować się przez większą część wyścigu, a nie rozstrzygnie się jednego dnia.
Pierwsze etapy zostały zaplanowane z myślą o sprinterach i zawodnikach preferujących krótkie, ostre podjazdy - czyli tzw. puncheurach. To nieprzypadkowe podejście organizatorów. Na tegorocznej edycji Tour de France Pogačar miał już po szóstym etapie 2:42 przewagi nad Jonasem Vingegaardem i w zasadzie los klasyfikacji generalnej był wtedy przesądzony. Bogaty w możliwości pierwszy tydzień ma sprawić, że walka o żółtą koszulkę będzie bardziej otwarta i nieprzewidywalna niż w poprzednich latach.
Dla Pogačara, kolarza UAE Team Emirates-XRG, Tour de France 2027 oznacza szansę na kolejny historyczny wyczyn. Słoweniec jest aktualnym mistrzem i jeśli sięgnie po czwarte z rzędu zwycięstwo w Paryżu, zdobędzie szósty tytuł w klasyfikacji generalnej wielkiego wyścigu łącznie. To pozwoliłoby mu samotnie objąć rekord wszech czasów - dotychczas pięć zwycięstw w Tour de France zdobyli Jacques Anquetil, Eddy Merckx, Bernard Hinault i Miguel Induráin. Każdy z nich jest legendą kolarstwa, a Pogačar ma szansę przejść do historii jako największy zwycięzca Tour de France.
Pogačar ma jednak przed sobą groźnych rywali. Dwukrotny triumfator Tour de France Jonas Vingegaard z ekipy Visma-Lease a Bike to jego największy konkurent ostatnich lat. W tym roku drugie miejsce zajął Remco Evenepoel z Red Bull-Bora-Hansgrohe, który - podobnie jak Vingegaard - nie zamierza po raz kolejny zadowolić się miejscem na podium. Do walki o najwyższe lokaty pretenduje też Paul Seixas z Decathlon CMA CGM - młody Francuz zapowiadany jako nowa gwiazda kolarstwa i nadzieja gospodarzy wyścigu.
Do startu w Edynburgu pozostało jeszcze dziewięć miesięcy. Trasa 2027 roku stawia przed wszystkimi pretendentami poważne wymagania - zarówno w górach, jak i na etapach czasowych. Bogaty program pierwszego tygodnia, dwie rozbudowane jazdy na czas i podwójny cios Pirenejów w finale to przepis na wyścig, który trudno będzie zdominować od początku do końca. Czy Pogačar po raz kolejny okaże się nie do zatrzymania - przekonamy się w lipcu.
Artykuł opracowany przez redakcję Kadencja na podstawie faktów.
0 comments
Bądź na bieżąco z peletonem
Najważniejsze newsy, testy i trasy raz w tygodniu. Zero spamu.








