
Minęło już 725 dni od śmierci Muriel Furrer, szwajcarskiej juniorki, która zginęła po upadku podczas mistrzostw świata UCI w 2024 roku, rozgrywanych na jej rodzimych drogach. Przez 82 minuty nikt jej nie znalazł - leżała ukryta w krzakach przy trasie. Czterdzieści dni temu w podobnie tragicznych okolicznościach zginął Finlay Tarling: podczas Volty a Portugal wjechała w niego czołowo furgonetka, która wtoczyła się na trasę wyścigu. Oba przypadki stawiają to samo nieprzyjemne pytanie: czy kolarstwo zawodowe poważnie traktuje bezpieczeństwo uczestników?
Odpowiedź brzmi: wciąż niewystarczająco. Prosta technologia śledzenia zawodników za pomocą nadajników GPS mogła uratować życie Furrer. W chwili jej wypadku jedyny działający system lokalizacji dotyczył wyłącznie mężczyzn startujących w WorldTourze - i służył nie bezpieczeństwu, lecz komercjalizacji danych: mocy, prędkości i tętna kolarzy udostępnianych nadawcom i sponsorom.
Po tragedii z 2024 roku Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI) przyznała, że potrzebna jest skuteczniejsza siatka bezpieczeństwa. Pierwszym krokiem było wdrożenie własnego systemu śledzenia zawodników na mistrzostwach świata w Rwandzie w ubiegłym roku. Teraz, podczas posiedzenia Komitetu Zarządzającego UCI w Montrealu, mają zostać ogłoszone nowe przepisy dotyczące obowiązkowego stosowania GPS na wyścigach. To spotkanie może okazać się przełomem - lub kolejnym etapem przeciągających się negocjacji.
Główną przeszkodą nie jest brak woli ani technologii, lecz brak porozumienia między ekipami co do szczegółów wdrożenia. Każda ze stron ma swoje oczekiwania wobec systemu, a wypracowanie wspólnego stanowiska okazuje się trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. Tymczasem wyścigi toczą się dalej - bez systemowej ochrony, która od ponad dwóch lat pozostaje jedynie postulatem.
Adam Hansen, przewodniczący CPA - głównego związku zawodowego kolarzy - nie kryje niecierpliwości. Jego zdaniem każdy dzień zwłoki zwiększa ryzyko kolejnej tragedii. Wskazuje wprost, że śmierć Tarlinga mogła potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby organizatorzy mieli wgląd w dane o położeniu zawodników w czasie rzeczywistym.
„Wydaje się, że to staje się coraz ważniejsze z każdym dniem, szczególnie po śmierci Finlaya Tarlinga.”
- Adam Hansen
Hansen wyjaśnia, na czym konkretnie polegałaby przewaga takiego systemu. Tarling jechał bez zabezpieczenia ze strony motocykla policyjnego ani przedstawiciela organizatora wyścigu. Gdyby na ekranie dyspozytora widać było, że przed konkretnym zawodnikiem nie ma żadnej ochrony, informacja ta mogłaby zostać natychmiast przekazana komisarzom.
„Lokalizatory zapobiegłyby temu wypadkowi, bo system pokazałby, że zawodnik jedzie bez ochrony. Gdyby ktoś zobaczył na ekranie, że przed nim nie ma motocykla policyjnego, można było błyskawicznie przekazać regulatorowi wyścigu: »Zawodnik 81, trzy minuty z tyłu, bez ochrony - wyślijcie kogoś tam«.”
- Adam Hansen
Argument Hansena jest prosty i trudny do odparcia: GPS nie jest kosztowną innowacją przyszłości, lecz powszechnie dostępną technologią, którą kolarstwo zawodowe już zna i stosuje - tyle że dotychczas wyłącznie w celach komercyjnych. Zmiana priorytetu, czyli postawienie bezpieczeństwa ponad danymi sprzedawanymi nadawcom, wydaje się oczywista. A jednak nie przekłada się to na szybkie decyzje.
Posiedzenie w Montrealu daje UCI konkretną okazję do działania. Jeśli Komitet Zarządzający uchwali wiążące przepisy dotyczące GPS, kolarstwo otrzyma pierwszy systemowy mechanizm ochrony zawodników - zarówno tych walczących o czołówkę, jak i tych jadących na końcu stawki bez eskorty. Środowisko czeka na decyzję. Czas na same deklaracje dawno minął.
Artykuł opracowany przez redakcję Kadencja na podstawie faktów.
0 komentarzy
Bądź na bieżąco z peletonem
Najważniejsze newsy, testy i trasy raz w tygodniu. Zero spamu.










