
Śmierć brytyjskiego kolarza Finlaya Tarlinga podczas Volty a Portugal w sierpniu tego roku wciąż wywołuje reakcje w świecie kolarstwa. Najnowszym głosem w tej sprawie jest Paul Seixas, który w programie „Clique" na Canal+ domagał się poprawy bezpieczeństwa w peletonie. Tarling zginął po zderzeniu z pojazdem nienależącym do wyścigu, który wjechał na trasę.
Seixas odniósł się do tragicznego zdarzenia z wyraźnym wzruszeniem. Obaj kolarze rywalizowali ze sobą wielokrotnie jeszcze w kategorii juniorów - między innymi na juniorskich mistrzostwach świata oraz juniorskim Liège-Bastogne-Liège - kiedy obaj dopiero budowali swoje kariery zawodnicze. Dla młodego Francuza nie była to więc abstrakcyjna tragedia, lecz śmierć kogoś, kogo znał z trasy.
„Szczerze, to jest straszne. Problem w tym, że on nie jest jedynym. Co więcej, ścigałem się z nim i naprawdę mnie to dotknęło. Naprawdę dotknęło mnie to już wtedy, bo co jest straszne, to to, że będziemy myśleć: »To kolejny kolarz, który zginął w wyścigu w tym roku«.”
- Paul Seixas
Wypowiedź Seixasa jest echem słów, które Remco Evenepoel wygłosił przed Il Lombardia - ostatnim monumentem sezonu. Peleton przeprowadził tam pięciominutowy protest, który zorganizował się oddolnie: za inicjatywę odpowiadali Tom Pidcock i Ben Healy, a pomysł był celowo utrzymywany w tajemnicy zarówno przed ekipami, jak i przed CPA, czyli zawodowym związkiem kolarzy. Jednocześnie zawodnicy masowo opublikowali wspólne oświadczenie w mediach społecznościowych.
Impulsem do protestu nie była wyłącznie śmierć Tarlinga. W końcówce sezonu doszło do kilku kolejnych niebezpiecznych incydentów z udziałem pojazdów na trasach wyścigów. Podczas Coppa Bernocchi na trasę wyjechał kierowca furgonetki kurierskiej DHL. Z kolei w Tre Valli Varesine motocykl policyjny uderzył w dwóch kolarzy z ekipy Pinarello Q36.5. Oba wyścigi stanowią część jesiennego cyklu włoskich klasyków prowadzących do Il Lombardia i w normalnych okolicznościach służą zawodnikom jako ostatni sprawdzian formy przed najważniejszym jesiennym monumentem - tym razem jednak zapisały się w pamięci przede wszystkim za sprawą dramatycznych zdarzeń na trasie.
Dla Seixasa Il Lombardia ma wyjątkowy wymiar - to właśnie tam zapisał się w historii jako najmłodszy zwycięzca tego monumentu. Tym bardziej jego głos w sprawie bezpieczeństwa ma w środowisku duży rezonans. Młody Francuz nie poprzestał na ogólnych słowach: podkreślił, że problem jest szerszy niż jeden tragiczny wypadek i że kolarze tracą życie w trakcie wyścigów regularnie.
Protest przed Il Lombardia był wyjątkowy również pod względem organizacyjnym. Decyzja o jego przeprowadzeniu zapadła w grupie na WhatsAppie, a Pidcock z Healym celowo nie wtajemniczali w plany ani drużynowych działaczy, ani przedstawicieli CPA. Taka forma nacisku - spontaniczna, oddolna i skoordynowana bezpośrednio przez samych zawodników - pokazuje, że kolarze czują się zmuszeni działać poza oficjalnymi strukturami, gdy uznają, że ich bezpieczeństwo jest zagrożone.
Debata o bezpieczeństwie na trasach wyścigów kolarskich nie jest nowa, jednak seria incydentów w tym sezonie nadała jej szczególną ostrość. Kluczowe pytanie dotyczy kontroli dostępu do tras podczas rywalizacji: jak zabezpieczyć odcinki wyścigu przed pojazdami, które mogą wjechać na trasę z przypadkowych dróg bocznych lub skrzyżowań. To zagadnienie organizacyjne i logistyczne, które wymaga zaangażowania zarówno organizatorów wyścigów, jak i służb porządkowych. Jak dotąd kolarscy działacze nie ogłosili żadnych konkretnych zmian w regulaminach ani procedurach zabezpieczenia tras, a głosy takie jak głos Seixasa pokazują, że zawodnicy wciąż czekają na realne odpowiedzi.
Artykuł opracowany przez redakcję Kadencja na podstawie faktów.
0 komentarzy
Bądź na bieżąco z peletonem
Najważniejsze newsy, testy i trasy raz w tygodniu. Zero spamu.













