
Dorian Godon z ekipy Netcompany Ineos wygrał w czwartek 110. edycję Gran Piemonte, kończąc wyścig efektownym sprintem po jednym z bardziej dramatycznych finiszów w tym sezonie. Francuz zainkasował w ten sposób siódme zwycięstwo w 2026 roku - i to mimo że na ostatnim podjeździe wypadł z czołowej grupy i musiał ją gonić.
Gran Piemonte to włoski jednodniowiec zaliczany do grona klasycznych wyścigów przejściowych między sezonem letnim a jesiennym. Trasa prowadzi przez wzgórza Langhe na południe od Turynu, a końcowy odcinek przez kręte uliczki miasteczka Bra regularnie dostarcza emocji. Tegoroczna edycja na 185 kilometrach trasy nie była pod tym względem wyjątkiem - wręcz przeciwnie.
Przez większą część wyścigu obraz gry kreowała ekipa UAE Team Emirates-XRG. To jej kolarze ścigali poranną ucieczkę i od początku narzucali wysokie tempo, by przygotować grunt dla Isaaca del Toro. Meksykańska gwiazda zaatakowała 18 kilometrów przed metą na kluczowym podjeździe La Morra i od razu odjechała prawie całej stawce. Za kołem del Toro utrzymał się jedynie Finn Fisher-Black z ekipy Red Bull-Bora-Hansgrohe. Przez chwilę - 13 kilometrów przed metą - del Toro zdołał zgubić nawet jego, a pościgowy peleton tracił wówczas 28 sekund. Wyglądało na to, że Meksykanin szykuje się do solowego triumfu w tym wyścigu po raz kolejny.
Na zjeździe w kierunku Bra Fisher-Black jednak dopędził del Toro i ostatnie kilometry obaj pokonywali razem, pracując na zmianę, by utrzymać przewagę. Tymczasem z tyłu zorganizował się pościg, do którego włączyła się ekipa Netcompany Ineos i kilka innych drużyn. Na 1,5 kilometra przed metą dwójka uciekinierów została wchłonięta przez pędzący peleton i wszystko rozstrzygnąć miał sprint.
Kiedy stawka weszła w końcowe kręte uliczki Bra, zaczęło się dziać. Na 600 metrach przed linią finiszową doszło do pierwszej kraksy. Tuż przed ostatnim, szczególnie niebezpiecznym zakrętem nastąpiła kolejna, która zmiotła z drogi kilku kolarzy. Wśród poszkodowanych był Axel Laurance - kolega Godona z ekipy Netcompany Ineos, który jako pierwszy uderzył o nawierzchnię.
Godon cudem uniknął upadku, przebił się przez chaos i ruszył do finiszowego sprintu. Prowadzenie objął Anthon Charmig z ekipy Uno-X Mobility, ale Francuz doścignął go tuż przed linią. Trzecie miejsce zajął Włoch Alberto Bettiol z ekipy XDS Astana.
| Poz. | Zawodnik | Ekipa |
|---|---|---|
| 1 | Dorian Godon | Netcompany Ineos |
| 2 | Anthon Charmig | Uno-X Mobility |
| 3 | Alberto Bettiol | XDS Astana |
Zwycięstwo Godona zasługuje na szczególne podkreślenie z kilku powodów. Po pierwsze, Francuz na ostatnim podjeździe wypadł z czołówki i musiał doganiać grupę - a mimo to okazał się najszybszy na finiszu. Po drugie, bezpośrednio przed jego sprintem upadł jego własny kolega z drużyny, co w takich momentach potrafi zachwiać koncentracją nawet doświadczonego zawodnika. Godon zachował zimną krew i precyzyjnie wybrał moment do ataku.
Isaac del Toro musi z kolei pogodzić się z tym, że mimo świetnej roboty i długiej, odważnej ucieczki wrócił do Bra z pustymi rękami. Meksykanin przez większość wyścigu dyktował warunki i jeszcze kilkanaście kilometrów przed metą miał realną szansę na solowe zwycięstwo, jednak połączone siły kilku drużyn okazały się skuteczniejsze. To typowy scenariusz dla klasycznych jednodniowców - długa ucieczka, pościg ekip sprinterskich i chaotyczny finisz, w którym liczy się nie tylko szybkość, ale i zimna głowa.
Artykuł opracowany przez redakcję Kadencja na podstawie faktów.
0 komentarzy
Bądź na bieżąco z peletonem
Najważniejsze newsy, testy i trasy raz w tygodniu. Zero spamu.











