To wersja beta portalu. Intensywnie pracujemy nad pełną funkcjonalnością oraz zatowarowaniem sklepu najlepszymi produktami marek premium.
Planowany start pełnej wersji serwisu 1 września 2026.
ME w kolarstwie: Pogačar i wielcy nieobecni - walka na słoweńskiej trasie zapowiada się zacięta
Zdjęcie ilustracyjne · Pexels

ME w kolarstwie: Pogačar i wielcy nieobecni - walka na słoweńskiej trasie zapowiada się zacięta

K
Redakcja Kadencja
1 października 2026 3 min czytania

Tydzień po emocjach mistrzostw świata kolarstwo wraca do rywalizacji w barwach narodowych. W niedzielę na trasie mistrzostw Europy rozegrany zostanie wyścig szosowy elity mężczyzn. Pytanie o faworytów jest tym razem wyjątkowo trudne do rozstrzygnięcia - z powodów, które łatwo wyjaśnić.

Mistrzostwa Europy trafiły w tym roku w wyjątkowo zatłoczony fragment kalendarza. Wyścig rozgrywany jest dokładnie tydzień po mistrzostwach świata i tydzień przed Il Lombardia, w środku serii włoskich jednodniówek. To sprawia, że wiele zawodowych ekip niechętnie zwalnia swoich kluczowych kolarzy na dwa kolejne, kosztowne energetycznie starty w barwach narodowych. Skutek jest widoczny na liście startowej - nie jest ona tak mocna, jak mogłaby być. W tak napiętym kalendarzu każdy start wymaga dodatkowego przekonywania - zarówno zawodnika, jak i jego ekipy, która myśli już o kolejnych wyścigach.

Do najgłośniejszych nieobecności należy zaliczyć Tadeja Pogačara. Słoweniec był naturalnym faworytem imprezy, tym bardziej że tegoroczne mistrzostwa odbywają się właśnie w Słowenii. Kontuzja wyeliminowała go jednak ze startu, odbierając gospodarzom ich największą gwiazdę. Do Pogačara dołączają: Mathieu van der Poel, Wout van Aert oraz Paul Seixas - żaden z nich nie stanie na linii startowej w niedzielę. Niektóre kraje, w tym Wielka Brytania, w ogóle nie wystawiają drużyn z powodu ograniczonych zasobów. Szkoda, bo Tom Pidcock miałby realne szanse na medal w tej imprezie.

Mimo to lista zawodników, którzy pojawią się na starcie, wciąż robi wrażenie. Wśród głównych kandydatów do zwycięstwa wymienia się Remco Evenepoela, który po mistrzostwach świata pozostaje w znakomitej dyspozycji. Jak przekonaliśmy się podczas czempionatu globu, nieobecność Pogačara paradoksalnie sprzyja widowiskowości wyścigu - gdy Słoweniec nie startuje, reszta stawki walczy między sobą o każde miejsce, a wynik jest znacznie trudniejszy do przewidzenia. Właśnie ta otwartość sprawia, że kibice mogą spodziewać się prawdziwej, nieprzewidywalnej batalii.

Trasa mistrzostw Europy różni się wyraźnie od tej, którą zawodnicy pokonywali tydzień wcześniej na mundialu. Łączna długość wynosi 196 km przy przewyższeniu równym 2500 metrów. To wyraźnie mniej niż 3800 metrów podjazdów na trasie mistrzostw świata. Na papierze wyścig wydaje się zatem łatwiejszy - jednak, jak zawsze, diabeł tkwi w szczegółach i rozkładzie trudności.

Najważniejsza różnica polega właśnie na tym, gdzie i jak skumulowane są podjazdy. Pierwsza połowa wyścigu wiedzie z Lublany drogą niemal płaską, co sprzyja utrzymaniu zwartego peletonu i nie selekcjonuje stawki. Prawdziwa walka zaczyna się dopiero w drugiej połowie. Tam zawodnicy pięciokrotnie pokonują pętlę finałowego obwodu wokół Šenčuru, a jej kluczowym elementem jest podjazd Možjanca. Jego średnie nachylenie przekracza 10 procent, a długość wynosi nieco ponad 2 km. To nie jest krótki, wybuchowy podbieg dla kolarzy z mocnym, punktowym przyspieszeniem - to wymagający kawałek drogi, który zmęczy nogi i skutecznie wyselekcjonuje grupę czołową. Fakt, że całe wznoszenie skupia się w drugiej połowie wyścigu, oznacza, że zawodnicy będą atakować Možjancę z narastającym zmęczeniem w nogach, co jeszcze bardziej wzmocni selektywny charakter podjazdu.

Mimo to wynik wcale nie jest przesądzony na korzyść najlepszych wspinaczy. Od szczytu Možjanicy do mety pozostaje bowiem ponad 12 km. Trasa prowadzi przez falistą, płaskowyżową sekcję, następnie przez zjazd, a finał to 5 km płaskiego terenu. Taki układ może pozwolić na odrobienie straty zawodnikom z mocnym finiszem grupowym, o ile dotrą do końcówki w odpowiednim towarzystwie. Selektywność podjazdów może zatem nie wystarczyć, by definitywnie rozbić stawkę i rozstrzygnąć losy wyścigu już na wzniesieniu.

Przewidywanie zwycięzcy w takich warunkach to ryzykowne zajęcie - co udowodnił zresztą wyścig na mistrzostwach świata, który zaskoczył nawet najbardziej doświadczonych obserwatorów. Jedno jest pewne: niedzielna rywalizacja w Słowenii będzie otwarta do ostatnich kilometrów, a lista pretendentów do medalu - długa i zróżnicowana. Evenepoel to oczywisty kandydat, ale układ trasy daje szanse różnym typom zawodników: zarówno tym, którzy potrafią odjechać rywalom pod górę, jak i tym, którzy wolą rozstrzygnąć wszystko w końcowym zrywie na płaskim. To właśnie ta niepewność sprawia, że wyścig warto oglądać od pierwszego do ostatniego kilometra.

Artykuł opracowany przez redakcję Kadencja na podstawie faktów.

Tematy:Wyścigi

0 komentarzy

…

Bądź na bieżąco z peletonem

Najważniejsze newsy, testy i trasy raz w tygodniu. Zero spamu.