
Brandon McNulty ze Stanów Zjednoczonych wygrał wyścig ze startu wspólnego mężczyzn na mistrzostwach świata UCI w Montrealu i jako pierwszy Amerykanin od 1993 roku włożył tęczową koszulkę w tej konkurencji. Zwycięstwo jest tym bardziej zaskakujące, że zawodnik walczył o nie praktycznie sam, a ostatnie metry przejechał na granicy kompletnego wyczerpania.
O losach wyścigu zdecydował samotny atak McNulty'ego, który utrzymał przewagę przez 33 kilometry. To długa i ryzykowna ucieczka nawet jak na standardy mistrzostw świata, gdzie rywale zazwyczaj potrafią skutecznie zorganizować pościg. Przez większość tego dystansu Amerykanin nie miał pewności, że jego przewaga wystarczy - dystans do pościgu raz malał, raz rósł.
„Minęła już godzina i wciąż nie mogę w to uwierzyć. Dziś tak naprawdę nie myślałem, że tęczowa koszulka to coś, co naprawdę może mi przypaść. Oczywiście marzyliśmy i mieliśmy nadzieję, ale są dni, kiedy wszystko się układa.”
- Brandon McNulty
Finał był dramatyczny. Na ostatnich 500 metrach, po wyjściu z ostatniego zakrętu na podjazd l'avenue du Parc w Montrealu, McNulty'emu zaczęły zacinać się mięśnie. Groziły mu zarówno skurcze, jak i całkowite wyczerpanie energetyczne - stan, który kolarze nazywają „bonkiem", czyli nagłym brakiem paliwa w organizmie.
„Siadałem i dostawałem skurczów. Wstawałem i przewracałem się, bo moje nogi były jak makaron. Naprawdę nie wierzyłem w to aż do momentu, gdy z 50 metrami do mety spojrzałem za siebie i nie było tam nikogo. Dopiero wtedy mogłem przyjąć, że to się stało.”
- Brandon McNulty
28-latek oglądnął się właśnie w tym miejscu - 50 metrów przed kreską - i dopiero widok pustej drogi za plecami pozwolił mu zaakceptować zwycięstwo. Zaraz po przekroczeniu linii mety odnalazł w tłumie żonę Summer i flagę Stanów Zjednoczonych, a objęcie obojga było jego pierwszą reakcją po dotarciu na metę.
Chwilę później do McNulty'ego dopadł kolega z ekipy UAE Team Emirates, Matteo Jorgenson, który krzykiem potwierdził to, czego Amerykanin jeszcze do końca nie chciał sobie dopuścić do świadomości: „Właśnie wygrałeś mistrzostwa świata!". Dopiero wtedy, jak relacjonuje sam McNulty, na jego twarzy pojawił się uśmiech i ogrom dokonania zaczął do niego powoli docierać.
Zwycięstwo ma szczególny wymiar dla całej ekipy UAE Team Emirates, bo tęczowa koszulka zostaje w tej samej drużynie co przez poprzednie dwa lata. Jej dotychczasowym posiadaczem był Tadej Pogačar, dwukrotny mistrz świata i kolega McNulty'ego z drużyny, który w tym roku nie wystąpił w wyścigu. Słoweniec dwukrotnie z rzędu stawał na najwyższym stopniu podium mistrzostw świata, a jego nieobecność była wyraźnie odczuwalna - ale Amerykanin pokazał, że UAE Team Emirates potrafi walczyć o najwyższe trofea nawet bez swojej największej gwiazdy.
McNulty nie zapomniał o kontekście nieobecności Pogačara i wprost do niego nawiązał po wyścigu, wyrażając nadzieję, że Słoweniec jest z niego dumny. To rzadki gest - zamiast skupiać się wyłącznie na własnym triumfie, nowy mistrz świata oddał hołd człowiekowi, który przez dwa lata nosił tę samą koszulkę.
Ostatnim Amerykaninem, który wygrał wyścig ze startu wspólnego mężczyzn na mistrzostwach świata, był Lance Armstrong w 1993 roku - czyli ponad 30 lat temu. McNulty przełamał tę długą passę w efektownym stylu, choć ostatnie kilometry kosztowały go absolutnie wszystko, co miał w nogach. Tęczowa koszulka wraca za ocean po ponad trzech dekadach oczekiwania.
Artykuł opracowany przez redakcję Kadencja na podstawie faktów.
0 komentarzy
Bądź na bieżąco z peletonem
Najważniejsze newsy, testy i trasy raz w tygodniu. Zero spamu.









