
Tadej Pogačar pojawił się na ekranach kibiców po kilku tygodniach nieobecności w mediach. Słoweński gwiazdor, który w sierpniu złamał obojczyk i kości szyjne podczas kraksy na Vuelcie a España, dołączył do prezentacji mistrzostw świata UCI 2031 w Trentino za pośrednictwem wideorozmowy i zapewnił, że z każdym dniem czuje się lepiej.
Kontuzja odcięła Pogačara od startu w wielu ważnych imprezach. Nie mógł bronić tytułu mistrza świata w wyścigu ze startu wspólnego, a trwające w Słowenii mistrzostwa Europy UEC również odbywają się bez jego udziału. Mimo to wrócił do ojczyzny i w tym tygodniu trenował w towarzystwie swojej partnerki, zawodowej kolarki Urški Žigart, oraz duńskiego kolegi z peletonu Mikkela Honorégo. To wyraźny sygnał, że rehabilitacja przebiega sprawnie, a powrót do rywalizacji jest kwestią czasu.
„Czuję się bardzo dobrze, dziękuję. Z każdym dniem jest lepiej po tej kraksie. Wróciłem na rower i cieszę się pięknymi jesiennymi dniami tutaj w Słowenii.”
- Tadej Pogačar
Chociaż Pogačar nie mógł samodzielnie ścigać się na mistrzostwach świata w Montrealu, bacznie śledził rywalizację z domu. W niedzielę miał powód do ogromnej radości: jego kolega z UAE Team Emirates-XRG, Amerykanin Brandon McNulty, wygrał wyścig ze startu wspólnego w solowej ucieczce i zdobył złoty medal dla Stanów Zjednoczonych. Pogačar po tym sukcesie nazwał go „Królem Montrealu".
„Oczywiście, w finale kibicowałem kilku zawodnikom i Brandon był jednym z nich. To był szalony wyścig, a gdy w końcu przekroczył linię mety, nie mogłem uwierzyć, że mu się to udało. Byłem za niego niesamowicie szczęśliwy. Następnego dnia rozmawialiśmy i to był naprawdę wyjątkowy moment.”
- Tadej Pogačar
Powód, dla którego właśnie ta prezentacja stała się okazją do publicznego wystąpienia Pogačara, nie jest przypadkowy. Trentino będzie gospodarzem mistrzostw świata UCI 2031, czyli kolejnych tak zwanych „Super" Worlds. Ta formuła zakłada organizację jednej, rozbudowanej imprezy łączącej wszystkie dyscypliny i kategorie wiekowe pod jednym szyldem. Poprzednie „Super" Worlds odbyły się w Glasgow w 2023 roku, a do Trentino kolarze dotrą dopiero za kilka lat. Dwukrotny mistrz świata w wyścigu ze startu wspólnego wyraził nadzieję, że będzie wciąż aktywnym zawodnikiem, gdy edycja z 2031 roku dobiegnie do finału. To ambicja, która sama w sobie wiele mówi o tym, jak długą perspektywę ma Pogačar w odniesieniu do swojej kariery.
W krótszej perspektywie realistycznym terminem powrotu Słoweńca do rywalizacji na najwyższym poziomie wydają się mistrzostwa świata 2027 w Haute-Savoie we Francji, gdzie ponownie będzie mógł walczyć o tęczową koszulkę. To najbliższe po Glasgow wydanie „Super" Worlds, które ściągnie do Francji całą kolarską elitę. Pogačar wyraźnie zaznaczył, że tamta impreza jest celem, do którego chce wrócić w pełni sił.
Warto zwrócić uwagę na to, że Pogačar mimo kontuzji nie oderwał się całkowicie od kolarskiego świata. Śledził wyścig o tytuł mistrza świata, reagował na jego przebieg i rozmawiał z McNultym dzień po triumfie. Taka bliskość z wydarzeniami, nawet gdy samemu nie można startować, pokazuje, że Słoweniec traktuje każdą chwilę poza rywalizacją jako tymczasową przerwę, a nie odejście. Treningi z Žigart i Honorém w pięknej jesiennej aurze słoweńskiej to sposób na utrzymanie formy i głowy w odpowiednim miejscu podczas długiej przerwy od wyścigów.
Na razie Słoweniec trenuje spokojnie i cieszy się jesienią w ojczystym kraju. Wideorozmowa z prezentacji w Trentino pokazuje jednak, że nie zamierza zbyt długo pozostawać z dala od kolarskiego świata. Jego postępy w rehabilitacji są wyraźne, a on sam sprawia wrażenie zawodnika, który już myśli o powrocie do rywalizacji, nie tylko o leczeniu urazów.
Artykuł opracowany przez redakcję Kadencja na podstawie faktów.
0 komentarzy
Bądź na bieżąco z peletonem
Najważniejsze newsy, testy i trasy raz w tygodniu. Zero spamu.









