
Temat startu Tadeja Pogačara w mistrzostwach Europy zdążył rozgrzać środowisko kolarskie i równie szybko opaść. Zaledwie dobę po tym, jak pojawiły się spekulacje o niespodziewanym powrocie Słoweńca do rywalizacji, szef UAE Team Emirates-XRG przekreślił ten scenariusz jednym wywiadem.
Przypomnijmy, co się wydarzyło. W poniedziałek hiszpańskie dzienniki El Periódico i El País opublikowały wspólny materiał, w którym twierdziły, że Pogačar po złamaniu obojczyka i innych urazach poniesionych na ósmym etapie Vuelty a España wraca do zdrowia w zadziwiająco szybkim tempie. Według tych doniesień miał on dołączyć w ostatniej chwili do składu Słowenii na mistrzostwa Europy i wystąpić w wyścigu ze startu wspólnego 4 października. Ta informacja zelektryzowała kibiców, tym bardziej że Pogačar jest aktualnym mistrzem Europy w tej samej konkurencji i miałby bronić tytułu właśnie w Lublanie - a więc w stolicy swojego kraju.
Podstawą do spekulacji było coś z pozoru banalnego: nazwisko Pogačara nie zostało wykreślone ze wstępnej listy zgłoszeń słoweńskiej federacji, opublikowanej niemal tydzień przed jego upadkiem na Vuelcie. To wystarczyło, żeby pojawiły się domysły. Istotne jest jednak to, że sam zawodnik nie skomentował sytuacji w mediach społecznościowych - nie potwierdził ani nie zaprzeczył doniesieniom. Ekipa UAE natomiast już wcześniej konsekwentnie zaprzeczała, że Pogačar wystąpi w mistrzostwach. Brak własnej wypowiedzi kolarza tylko podsycił spekulacje, które przez chwilę żyły własnym życiem w mediach.
W tej atmosferze niepewności głos zabrał we wtorek Mauro Gianetti, szef ekipy UAE Team Emirates-XRG, udzielając wywiadu dziennikowi La Gazzetta dello Sport.
„Jego chęć, żeby tam być, jest zrozumiała, ale to za wcześnie, zdrowie jest priorytetem, więc do tego nie dojdzie.”
- Mauro Gianetti
Słowa Gianettiego nie pozostawiają złudzeń co do stanowiska ekipy. To ważna deklaracja, bo w kolarstwie zawodowym decyzje o starcie są efektem porozumienia między zawodnikiem a drużyną - żaden kolarz liczącej się ekipy nie wyjedzie na linię startu bez zgody kierownictwa. Gianetti przyznał wprost, że Pogačar chciałby pojechać, ale zarazem postawił granicę: zdrowie jest ważniejsze niż ambicje sportowe, nawet jeśli stawką jest obrona tytułu we własnym kraju.
Formalnie słoweńska federacja kolarstwa poinformowała we wtorek serwis Cyclingnews, że ostateczna lista zawodników na mistrzostwa nie została jeszcze opublikowana. Jednak wypowiedź szefa UAE sprawia, że kwestia startu Pogačara jest praktycznie zamknięta - przynajmniej z punktu widzenia jego drużyny zawodowej, która ma tu decydujące słowo.
Złamanie obojczyka to uraz, który potrafi wyłączyć zawodnika z rywalizacji na wiele tygodni. Nawet jeśli gojenie przebiega bez komplikacji, powrót do pełnych obciążeń treningowych, a tym bardziej do startów w wyścigach, wymaga czasu i ostrożności. Ryzyko ponownego urazu przy zbyt wczesnym powrocie jest realne i dobrze znane lekarzom sportowym. Widać wyraźnie, że sztab medyczny i kierownictwo UAE nie zamierzają tego ryzyka podejmować, niezależnie od tego, jak obiecująco wygląda postęp rekonwalescencji.
Według wcześniejszych informacji Pogačar planował odpoczywać aż do powrotu do startów w styczniu 2027 roku. Wypowiedź Gianettiego sugeruje, że ten harmonogram pozostaje aktualny i że ekipa nie rozważa żadnego przyspieszenia. Oznacza to, że Słoweniec ominie nie tylko mistrzostwa Europy, ale prawdopodobnie cały końcowy fragment sezonu 2026.
Mistrzostwa Europy ze startu wspólnego elity mężczyzn odbędą się w niedzielę, 4 października, w Lublanie. Start i meta na terenie własnego kraju to okoliczności, które w normalnej sytuacji byłyby dla Pogačara wyjątkową motywacją. Jednak ani ambicje sportowe, ani presja medialna nie zmieniły stanowiska ekipy. Kibice będą musieli uzbroić się w cierpliwość i poczekać na powrót jednego z najlepszych kolarzy świata do przyszłego roku.
Artykuł opracowany przez redakcję Kadencja na podstawie faktów.
0 komentarzy
Bądź na bieżąco z peletonem
Najważniejsze newsy, testy i trasy raz w tygodniu. Zero spamu.










