
Pierwszy dzień mistrzostw świata na torze kolarskim w Szanghaju przyniósł trzy złote medale i kilka emocjonujących historii. Lorena Wiebes po raz trzeci z rzędu sięgnęła po tęczową koszulkę w scratchu, Holandia wywalczyła trzeci kolejny tytuł w sprincie drużynowym mężczyzn, a gospodarz imprezy - Chiny - triumfowały w sprincie drużynowym kobiet.
Mistrzostwa rozgrywane są na torze kolarskim w Szanghaju na wyspie Chongming. Oprócz wyścigów finałowych środa przyniosła również rundy kwalifikacyjne w drużynowym wyścigu na dochodzenie - zarówno w kategorii kobiet, jak i mężczyzn.
W scratchu kobiet najciekawiej zrobiło się na ostatnich metrach. Wiebes, holenderska sprinterka, nie błyszczała przez większość 40 okrążeń wyścigu - celowo trzymała się z tyłu stawki, gdy rywalki próbowały namieszać i podbić tempo, żeby ją zmęczyć przed finałowym sprintem. Ta taktyka sprawdziła się po raz kolejny: gdy przyszedł czas na rozstrzygnięcie, Holenderka wystrzelona z głębi peletonu znalazła się w czołówce i wygrała. Dosłownie o centymetry wyprzedziła Larę Gillespie z Irlandii, która rzuciła się do finiszu z tylnych pozycji i zdobyła srebro. Scratch to wyścig, w którym zawodnicy ścigają się na określoną liczbę okrążeń bez punktowania po drodze - o wszystkim decyduje kolejność na mecie ostatniego okrążenia.
Tytuł mistrzowski to dla Wiebes trzecia tęczowa koszulka z rzędu w tej samej konkurencji - dokładnie tak samo jak rok temu i dwa lata temu. Zdolność do powtarzania sukcesu w imprezie tej rangi świadczy o tym, jak dobrze zawodniczka potrafi odczytywać wyścig i zarządzać siłami w decydującym momencie.
W sprincie drużynowym mężczyzn Holandia sięgnęła po złoto po raz trzeci z rzędu. W tej konkurencji trójki zawodników rywalizują na czas na dystansie kilku okrążeń, a każdy kraj może przystąpić z jedną ekipą. Holendrom nie dorównał nikt.
Wśród gospodyń imprezy - Chin - wielkie emocje wzbudził triumf w sprincie drużynowym kobiet. Złoto dla reprezentacji gospodarzy to zawsze dodatkowe święto, szczególnie przy tak licznej i głośnej publiczności.
Niemały komentarz wywołał również start Taylora Phinneyego w drużynowym wyścigu na dochodzenie. Amerykański kolarz wrócił do reprezentacji USA po przerwie od międzynarodowej rywalizacji. Phinney i jego koledzy z drużyny zdołali zakwalifikować się do ósemki najlepszych i przeszli do pierwszej rundy zasadniczej. Tam jednak natknęli się na Francję i odpadli - nie awansowali do finałów medalowych. Sam fakt powrotu Phinneyego na arenę mistrzostw świata był jednak wydarzeniem wartym odnotowania.
Środa to dopiero początek tygodnia zmagań w Szanghaju. Przed zawodnikami kolejne konkurencje i kolejne szanse na zdobycie tęczowych koszulek.
Artykuł opracowany przez redakcję Kadencja na podstawie faktów.
0 komentarzy
Bądź na bieżąco z peletonem
Najważniejsze newsy, testy i trasy raz w tygodniu. Zero spamu.










